Ibuprom | Dla Niepokonanych

X

Iść za marzeniem...

Iść za marzeniem i iść za marzeniem i znowu aż do końca... To moje motto życiowe, które przyświeca mojej życiowej pasji - pracy z końmi i jeździectwu.

Głosów: 948 60 miejsce w rankingu odsłon profilu: 12390
2009-08-12

Rajd

Iść w stronę słońca Iść w stronę słońca
Za kilka dni organizujemy dwudniowy rajd konny. Cieszę się strasznie, pewnie to nie będzie to samo co za moich dawnych, dobrych czasów, ale będzie dobrze. W chwili kiedy wszystko się wali, psuje i komplikuje taka mała odskocznia od codzienności to jak koło ratunkowe. Będą fajni ludzie, fajne tereny, na koniec pierwszego dnia ognicho i spanie na sianku. Oby wszystko się udało...
2009-08-12

Pamięć

Daria Daria

Wczoraj zabrali nam konia - szefowa kazała i zabrali. Potrzebne było miejsce na pensjonat dla prywatnego konia - kasa, kasa i jeszcze raz kasa, po prostu życie. Co za paranoja - mnóstwo klientów i brak koni do jazdy, a wszystko dzięki polityce szefostwa. Naprawdę traci się resztki chęci do pracy i nawet przebywania w tym miejscu. Czasem bywa tak, że wszystko sypie się na potęgę kiedy na wieczne pastwiska odchodzi  koń, który był w danej stajni od zawsze. Tak było z Darią - odeszła w maju. Chorowała na raka kopyt i przez cały czas jej choroby staraliśmy się zapewnić jej najlepszą opiekę na jaką było nas stać. Nie zapomnę, kiedy przyszedł dzień w którym trzeba było ją uśpić, a szefowa kazała nam przeprowadzić naukę jazdy konnej. Po naszej odmowie oskarżyła nas o to, że przedłużaliśmy cierpienia Darii i doprowadziliśmy ją do stanu, w którym koń jest w agonii. Takich rzeczy się nie zapomina... Potem fala goryczy już tylko rosła i rosła, aż do teraz, kiedy zaczyna się przelewać.

P.s. Dla Darii - Dobranoc gwiazdeczko i nie martw się nic, obudzisz się zaraz nie będziesz już śnić. To będzie na zawsze Twój prawdziwy raj z galopem bez bólu, pastwiskami wśród traw. Nam tu jest strasznie smutno i źle, pusto przeraźliwie, serce kraja się... Dałaś nam miłość i radość, uczyłaś jak pięknie jest żyć, jak cierpiąc wciąż walczyć, wierzyć w nowe dni. Dlatego gwiazdeczko już po prostu śpij, zamknij powieki, zapomnij o złym. Już anioł w mieciutkie skrzydła otula cię i niesie tam, gdzie już nikt nie skrzywdzi cię! :(((

2009-08-11

....

Pamiiętam jak pierwszy raz jeszcze w czasach licealnych przyszło mi to do głowy, że jakoś tak dziwnie w życiu się układa, że osoby, które niczym się nie przejmują, żyją sobie z dnia na dzień, przechodzą z klasy do klasy dzięki fartowi - zawsze spadają na cztery łapy i dobrze na swoim ślizganiu się wychodzą. Te spostrzeżenia niestety przenoszą się na całkiem dorosłe życie. Ja zawsze musiałam mieć wszystko poukładane - to było jasne, że po liceum miałam iść na studia, potem praca, itp. itd. No i wszystko realizowałam zgodnie z planem - uczeń w miarę dobry, studia bez powtarzania roku, obrona w terminie, pierwsza praca jeszcze w trakcie studiów. I tak się zawsze skromnie, po cichutku żyło bez wielkich sukcesów ale i bez porażek. A wokół mnie? Jedna, druga, trzecia, czwarta znajoma - te które nigdy nie przejmowały się szkołą, nauką, które ślizgały się z klasy do klasy, które cudem kończyły studia - teraz high life! Intratne posady, własne mieszkania, domy, limuzyny. To po prostu reguła. Ja absolutnie im nie zazdroszczę, ani nawet nie czuję większego rozżalenia w związku z porównaniem naszych historii, tylko zastanawia mnie fakt, dlaczego tak właśnie się dzieje. Dlaczego człowiek chcąc żyć normalnie, po prostu żyć w zgodzie z samym sobą, uczciwie pracując, dobrze wykonując to co potrafi najlepiej, ostatecznie zostaje oszukiwany i wykorzystywany. Wczoraj ktoś znowu przybił mi kolejny gwóźdź do trumny... Po prostu zaczynam się zastanawiać co będzie, kiedy obudzę się jutro, gdzie istnieje granica ludzkiej wytrzymałości?
2009-08-11

Po maratonie

Właśnie skończył się nam obóz jeździecki - jestem po prostu na skraju wyczerpania fizycznego, wczoraj pół dnia spędziłam w łóżku i wcale mi z tym nie było źle ech.... Ale jest też jeden wielki plus takiego stanu rzeczy - kiedy człowiek jest aż tak wyczerpany fizycznie, nie ma czasu ani siły na myślenie o wszystkim co złe i przerażające - o tym co będzie jutro....
2009-08-02

Tatuaż

Opis Opis
Tatuaż - jasne, że go mam. Odkąd pamiętam chciałam go mieć ale cieszę się, że długo zwlekałam z decyzją o jego postaci. Mam go od kilku lat - odkąd odkryłam moją pasję i powołanie - konie. Wtedy też wreszcie postanowiłam jak ma wyglądąć - naturalnie to koń. Właściwie głowa konia, prosty i piękny - tribal. Ponoć każdy, kto wykona sobie pierwszy tatuaż, zaraz myśli o kolejnym i tak właśnie jest w moim przypadku. Myślę o nim od kilku lat i od kilku lat jego obraz zaczyna się klarować w mojej głowie. To będzie bardzo osobisty tatuaż, oddający stan mojego ducha, będzie naprawdę mój i wyjątkowy. Postać kobiety - anioła, z jednym skrzydłem urwanym lub krwawiącym, drugim uniesionym w górę. Moje krwawiące skrzydło to wszystkie te marzenia, które są największe i zarazem nie możliwe do zrealizowania. Jest taka kategoria pragnień, o których wiadomo, że zawsze pozostaną w sferze marzeń, że nigdy się nie spełnią. Trzeba się z tym pogodzić i potrafić żyć dalej, trzeba posiąść tą umiejętność - życia ze świadomością, że to czego pragnie się najbardziej na świecie nigdy nie stanie się rzeczywistością. Ja tej umiejętności jeszcze nie posiadłam, boję się, że nigdy nie posiądę - moje krwawiące skrzydło. Moje krwawiące skrzydło, to wszystko to, co już się wydarzyło i zamiast trwać nadal skończyło się bezpowrotnie. Te wszystkie piękne chwile, które zdarzyły mi się za wcześniej, za wcześniej żeby bez bólu żyć normalnie. Czasem mam wrażenie, że żyję bardzo szybko, że strasznie dużo rzeczy już mi się w życiu zdarzyło, zawsze dążyłam ku temu żeby złapać każdą chwilę, jakby to wszystko miało mnie zaraz ominąć, jakbym miała zniknąć. Zwykle ludzie pragną odejść nagle i bez bólu. Pewnie - ja również nie chciałabym cierpieć, ale chciałabym mieć czas - czy to miesiąc, czy tydzień, czy choćby dzień po to, żeby dokończyć wszystkie sprawy i żeby powiedzieć bliskim to, czego nigdy nie powiedziałam. Jasne, że można by to zrobić nie czekając na nagłą śmierć - o tym mówią wszyscy ci, którzy stracili bliskich i nie pożegnali się należycie, nie powiedzieli wszystkiego, ale taka moja natura - jeśli nie mam noża na gardle nie potrafię otworzyć choćby cząstki siebie. Moje skrzydło uniesione w górę to wszystko to, co może mi się jeszcze dobrego przydarzyć, wszelkie pragnienia, w które jeszcze wierzę, wszelkie szczyty, które mimo wszystko chcę osiągnąć. Kobieta idzie, mimo wszystko - idzie. Też spróbuję....
2009-07-31

Wiara

Jestem osobą nie wierzącą, a właściwie nie jest to dobre ujęcie mojego podejścia do wiary - wierzę w Boga jakiekolwiek miałby on imię - ale nie jestem wyznawcą żadnej wiary. Myślę, że wszelkie religie stworzone zostały przez człowieka dla jego nie koniecznie wzniosłych celów. W moim życiu nie spotkałam ani jednego duchownego, który spełniałby swoje obowiązki duchownego z prawdziwą wiarą i powołaniem i chyba nie jestem odosobniona w moich spostrzeżeniach. W naszym kraju dominuje katolicyzm i nie mogę się pogodzić z faktem, że tak wierzące społeczeństwo, kierujące się zasadami dziesięciu przykazań, jest tak nietolerancyjne, obłudne i jakże często nienawidzące wszystko i wszystkich wykazujących inność i odmienność od ich często chorych norm. Jeśli inaczej wyglądasz, wierzysz w innego Boga, a może w ogóle nie wierzysz, jesteś na marginesie naszego społeczeństwa i narażasz się na szykany. Piszę to i myślę sobie, że brzmi to nieprawdopodobnie zwłaszcza jak na dwudziesty pierwszy wiek. Ale tak właśnie odbieram naszą rzeczywistość. Za kilka dni do Polski przyjeżdża Madonna z koncertem i to co w związku z tym dzieję się w naszym kraju przerasta moje wszelkie wyobrażenia. Dzień jej koncertu to jednocześnie święto katolickie. Wybuchła burza protestów ze strony hierarchów duchownych, jak i o zgrozo polityków - jej koncert ma obrażać uczucia religijne osób wierzących w naszym kraju!!!! Zakładam ekstremalną opcję, że kilka osób poczuje się urażonych, ale zaraz, zaraz, a co z resztą społeczeństwa? Skąd założenie, że w naszym kraju nie ma wyznawców innych religii?! Skąd założenie, że jeśli nawet ktoś jest praktykującym katolikiem, to koncert Madonny obraża ich uczucia religijne?! Może stąd, że u nas nikt nie ma prawa do inności, a odgórnym założeniem jest jednakowość i nijakość? Widzę co niedzielę tłumy odświętnie ubranych katolików w drodze do świątyni, widzę ich też na codzień - mało tam dobrych ludzi, po prostu dobrych.... Wierzę w Boga, ale nigdy nie nazywam go po imieniu - nie wiem jakie ma imię - być może dla każdego inne, wierzę że należy być CZŁOWIEKIEM, nie robić innym krzywdy, pomagać sobie nawzajem, żyć w zgodzie z samym sobą. Wierzę, że nie pójdę do piekła tylko dlatego, że nie wyznaje wiary co niedzielę w kościele, że nie spowiadam się z grzechów obcemu człowiekowi, że nie modlę się co wieczór i rano słowami modlitwy, której nie rozumiem. Wierzę, że istnieje życie po śmierci i nie ważne czy jest to czyściec, niebo, piekło, czy może reinkarnacja, a może wiara w jedno nie wyklucza drugiego? Wierzę, że po prostu trzeba być dobrym człowiekiem...

2009-07-28

Coś optymistycznego

Uczniowie nie byli zdolni - instruktor dostaje głupawki:) Uczniowie nie byli zdolni - instruktor dostaje głupawki:)

Kurcze strasznie smutny obraz powstaje z tych moich wszystkich wpisów, poszukam więc czegoś optymistycznego. Dziś po urlopie do pracy wrócił mój współinstruktor - Cherubinek:)) Cieszę się strasznie naprawdę bardzo lubię z nią pracować i po prostu przebywać. Kurcze wcześniej nie wspomniałam ale ta moja stajnia - to ma być nasza stajnia, chcemy to zrobić razem, mam nadzieję że to marzenie z kategorii realnych. Biedna znowu miała serię lonż, mamy taki nie pisany podział - ja maneże, ona lonże:)) Pasuje nam to obu - ja nie przepadam za lonżami, ona za maneżami, po prostu "związek" idealny:)) No ale czasem przesadza - sześć lonż pod rząd to takie co najmniej delikatne przegięcie, ja bym się wykończyła po trzeciej - kurcze jest twardzielem, bez dwóch zdań! Fajnie mi się dzisiaj pracowało, miałam zdolnych jeźdźców, strasznie to przyjemne, kiedy obserwuje się postępy swoich uczniów, czasem są naprawdę niesamowici i wtedy czuje się, że ta praca i wysiłek w nią wkładany ma sens. Razem z Cherubinkiem mamy też w stajni całą rzeszę pomocników, to też strasznie budujące, kiedy obserwuje się te dziewczyny od momentu, kiedy po raz pierwszy zjawiają się w stajni, poprzez ich pierwsze jazdy, postępy, rosnący zapał, do teraz - kiedy są naszą prawą ręką. Jasne, że czasem rozrabiają i trudno zachować anielski spokój patrząc na ich wyczyny, ale w końcu takie są prawa młodości - nie to, co my - zgredliwe staruchy:)) Cieszę się, że właśnie u nas mają mozliwość zdobycia tej pierwszej wiedzy i doświadczenia, nie tylko jeśli chodzi o jazdę konną, ale i całokształt opieki i dbałości o konie. Już teraz w wieku nastu lat wiedzą jak to wygląda od wewnątrz - że nie zawsze jest przyjemnie i kolorowo, że czasem trzeba wycisnąć z siebie siódme poty, żeby wszystko miało ręce i nogi. Cieszę się, że mają taką możliwość, bo ja w ich wieku takiej szansy nie miałam, choć bardzo chciałam, mam nadzieję, że to kiedyś docenią.

O mnie

geneza

geneza
Marzenie:

Mojej życiowej pasji podporządkowałam całe swoje życie i jedynym celem który mi przyświeca i do którego dążę z całych sił jest założenie własnej stajni

Tagi:

konie jeździectwo natura wieś

Adres bloga:
http://geneza.dlaniepokonanych.pl/ Kopiuj i rozsyłaj znajomym.

Zobacz inne blogi